wstecz

Andrzej Niewinny Dobrowolski

Urodzony w 1945 w Częstochowie, w roku 1968 jako muzyk wyjechał na kontrakt pagartowski do Finlandii. Po przeniesieniu się do Szwecji mieszka tam do dziś.Tłumacz literacki, dziennikarz, felietonista. Autor wydawanych w Polsce przekładów z języka angielskiego, szwedzkiego i duńskiego.Współpracuje z wieloma wydawnictwami krajowymi oraz polonijnymi w Europie, Ameryce i Australii. Członek Stowarzyszenia Dziennikarzy Rzeczpospolitej Polskiej. Laureat Światowego Forum Mediów Polonijnych w dwóch prestiżowych konkursach dla najlepszych piór dziennikarzy. Członek Szwedzkiego Związku Satyryków Humor Kompaniet.

Ostatnio nakładem wydawnictwa Fundacji Kultury Polskiej w Szwecji ukazał się zbiór jego felietonów oraz tekstów literackich p.t. „Donos na Polonię”.

W Polsce książka rozprowadzana jest w sieci salonów MPiK, poza granicami poprzez własną stronę internetową www.jestjakjest.com . 

 

 

Wywiad 

DONOS NA POLONIĘ

rozmowa z Andrzejem Niewinnym Dobrowolskim 

Red:

Znamy Pana przede wszystkim jako publicystę i tłumacza literackiego, zwłaszcza cieszącej się popularnością znakomitej książki Kjella Albina Abrahmsona, Polska, diament w popiele. A tu nagle Donos na Polonię. Czyżby to wpływ dominującej w atmosferze politycznej kraju mody na życzliwe informacje jednych  na temat sprawowania się drugich? 

Adrzej Niewinny Dobrowolski:

Tytuł książki jest nieco przewrotny i dwuznaczny, co czytelnik zauważy już po przeczytaniu kilku stronic. Oczywiście gdzież by mi tam stawać w szranki z fachowcami walczącymi najczęściej - przepraszam za cytowanie samego siebie - o plamę pierwszeństwa. Jak zwykle w życiu, to, co ważniejsze, pisane bywa mniejszą czcionką, skromniej, bez wykrzykników. Tak ma się z podtytułem wyrażającym moje przekonanie co do organizacji świata w ogóle, w tym życia Polaków tak w Polsce, jak i poza jej granicami. 

Red:

Chce Pan przez to powiedzieć, że książka adresowana jest zarówno do czytelnika w kraju jak i mieszkającego poza Polską? 

AND:

Żyjąc od prawie czterdziestu lat na obczyźnie, obserwacje moje siłą rzeczy muszą być zwichrowane nieco specyficznym kątem widzenia. (Świadomie unikam sformułowania "punkt widzenia", co wedle Einsteina odnosi się do sytuacji, gdy czyjś horyzont myślowy ścieśnia się do owego punktu właśnie). Nie musi to naturalnie oznaczać, że widziane przeze mnie rozliczne zalety rodaków są właściwe wyłącznie części populacji odwiedzającej ojczyznę raz do roku latem, czy też rezydującej po obu stronach Wisły na stałe.

Odnoszę wrażenie, że charakterystyczne cechy, jakimi wyróżniamy się spośród reszty bliźnich wielorakich ras, kultur i narodowości są nam niczym grzech pierworodny przypisane na stałe i żadna wymuszona zmiana, z przyjęciem obcego obywatelstwa włącznie, nie pozostawia na naszej oryginalnej osobowości większego śladu. 

Red:

Czy pojawiająca się w felietonowych tekstach postać pana Zenka to taki właśnie - choć ze zrozumiałych względów uproszczony - krajowo-zagraniczny Polak? 

AND:

Kiedyś istniało jeszcze pośrednie pojęcie "odrzut z eksportu". Wprawdzie sprzeczne w wyrazie, ale za to nie pasujące do kontekstu. Wspominam, bo akurat przyszło mi na myśl. Nie wiem dlaczego, ale skoro przyszło, widać miało jakiś interes. Zaś co do archetypu Polaka mieszkającego za granicą, a reprezentowanego przez pana Zenka... No cóż, opisuje się zwykle to, co się widzi, wyciąganie wniosków jest sprawą czytelnika. Wiadomo ogólnie, iż odczuwamy satysfakcję, konstatując, że ktoś inny z podobnych przesłanek wyprowadza takie same hipotezy. Tym czytelnikom książka wyda się zapewne przyjazna, a pomysły na widzenie świata oczyma autora sympatyczne i ogólnie przychylne. Nie mniej znanym faktem jest jednak, że jeśli znajdzie się setka widzących zielone na zielono, natychmiast pojawi się tyle samo drugich, którym zieleń pierwszych zwidzi się na niebiesko. Taki jest świat. Wielobarwny, w tym zielony i niebieski. Podobnie i pan Zenek widziany przeze mnie jako postać miła, zręczna w obejściu i sympatyczna w manierach innemu komuś zapewne wydać się może gburem i cynikiem. Nie mnie osądzać, czyje oko bystrzejsze. Moje jest, jakie jest. Gdyby miało być inne, to by było. 

Red:

Czy fakt, że żyje Pan w Szwecji, wyróżnia w Pańskich tekstach Polonię zamieszkującą w tym kraju w jakiś szczególny sposób? 

AND:

Zapewne i tak, i nie. Bez wątpienia obserwacja najbliższej rzeczywistości wywiera wpływ na ogólną percepcję najsilniej, ale ileż to razy spotykamy się z fenomenem, że z pozoru błahe zdarzenie zmienia ścieżkę naszego życia w sposób zasadniczy, podczas gdy na przykład lata studiów nie wpływają na jej kierunek w ogóle.

Choć nie byłem, domyślam się, że nowozelandzki pan Zenek nie będzie się różnił zasadniczo od nowojorskiego, by o starosądeckim nie wspomnieć. Jeśli czytelnik oderwie na chwilę wzrok od książki, spojrzy w siebie i dostrzeże tam pana Zenka o własnym imieniu i nazwisku, pierwszy krok w stronę obopólnego porozumienia zostanie wykonany. Czy nastąpią kolejne, zależeć będzie już tylko od dobrej woli ich obu. 

Red:

Wydawcą książki jest Fundacja Kultury Polskiej w Szwecji przy współudziale warszawskiej Bellony. Czy to oznacza, że jej dystrybucja obejmowała będzie zarówno Polskę jak i kraje poza nią? 

AND:

W Polsce książkę rozprowadza głównie sieć księgarni EMPiK oraz sklepy internetowe. Za granicę książkę wysyła się bezpośrednio po zgłoszeniu zainteresowania na witrynie internetowej www.jestjakjest.com. Tam również można się zapoznać z wybranymi tekstami, a nawet posłuchać niektórych w wykonaniu własnym autora. Felietony nadawane były w swoim czasie w polskiej sekcji Radia Szwedzkiego, przydały się, jak znalazł. 

Red:

Czy zadowolony Pan jest zarówno z wydania jak i z szaty graficznej nadanej książce? 

AND:

Żeby nie wyglądało na reklamę, odpowiem krótko: tak. Po czym dodam: bardzo. Zwłaszcza ilustracje inicjatora, pomysłodawcy i wykonawcy dzieła, Michała Bieniasza, nadają książce indywidualny charakter, na który samymi tylko tekstami z pewnością by nie zasłużyła. Tak przynajmniej twierdzi moja żona, Beatka, główna recenzentka całości, bez której czujnego ucha teksty nie zdołałyby zainspirować grafika do tak udanych rysunków. Czy jeszcze kogoś wymienić? 

Red:

Może drukarnię? 

AND:

No właśnie. Są nią Olsztyńskie Zakłady Graficzne, OZGraf.

Gdyby nie wrodzona skromność, można by powiedzieć, że wszyscy uczestnicy przedsięwzięcia stanęli na wysokości zadania. Teraz kolej na czytelników. 

Red:

Dziękujemy za rozmowę.

 Counter