|
Andrzej
Niewinny Dobrowolski
Ostatnio
nakładem wydawnictwa Fundacji Kultury Polskiej w Szwecji ukazał
się zbiór jego felietonów oraz tekstów literackich p.t. „Donos
na Polonię”. W Polsce książka rozprowadzana jest w sieci salonów MPiK, poza granicami poprzez własną stronę internetową www.jestjakjest.com . |
||
|
Wywiad DONOS
NA POLONIĘ rozmowa
z Andrzejem Niewinnym Dobrowolskim Red: Znamy Pana przede wszystkim jako publicystę i tłumacza
literackiego, zwłaszcza cieszącej się popularnością
znakomitej książki Kjella Albina Abrahmsona, Polska, diament
w popiele. A tu nagle Donos na Polonię. Czyżby to
wpływ dominującej w atmosferze politycznej kraju mody na
życzliwe informacje jednych na temat sprawowania się
drugich? Adrzej
Niewinny Dobrowolski: Tytuł książki jest nieco przewrotny i dwuznaczny, co
czytelnik zauważy już po przeczytaniu kilku stronic. Oczywiście
gdzież by mi tam stawać w szranki z fachowcami walczącymi
najczęściej - przepraszam za cytowanie samego siebie - o plamę
pierwszeństwa. Jak zwykle w życiu, to, co ważniejsze,
pisane bywa mniejszą czcionką, skromniej, bez wykrzykników.
Tak ma się z podtytułem wyrażającym moje przekonanie
co do organizacji świata w ogóle, w tym życia Polaków tak
w Polsce, jak i poza jej granicami. Red: Chce Pan przez to powiedzieć, że książka adresowana jest
zarówno do czytelnika w kraju jak i mieszkającego poza Polską? AND: Żyjąc od prawie czterdziestu lat na obczyźnie, obserwacje
moje siłą rzeczy muszą być zwichrowane nieco
specyficznym kątem widzenia. (Świadomie unikam sformułowania
"punkt widzenia", co wedle Einsteina odnosi się do sytuacji,
gdy czyjś horyzont myślowy ścieśnia się do owego
punktu właśnie). Nie musi to naturalnie oznaczać, że
widziane przeze mnie rozliczne zalety rodaków są właściwe
wyłącznie części populacji odwiedzającej ojczyznę
raz do roku latem, czy też rezydującej po obu stronach Wisły
na stałe. Odnoszę wrażenie, że charakterystyczne cechy, jakimi wyróżniamy
się spośród reszty bliźnich wielorakich ras, kultur i
narodowości są nam niczym grzech pierworodny przypisane na stałe
i żadna wymuszona zmiana, z przyjęciem obcego obywatelstwa włącznie,
nie pozostawia na naszej oryginalnej osobowości większego śladu. Red: Czy pojawiająca się w felietonowych tekstach postać pana
Zenka to taki właśnie - choć ze zrozumiałych względów
uproszczony - krajowo-zagraniczny Polak? AND: Kiedyś istniało jeszcze pośrednie pojęcie "odrzut z
eksportu". Wprawdzie sprzeczne w wyrazie, ale za to nie pasujące
do kontekstu. Wspominam, bo akurat przyszło mi na myśl. Nie wiem
dlaczego, ale skoro przyszło, widać miało jakiś
interes. Zaś co do archetypu Polaka mieszkającego za granicą,
a reprezentowanego przez pana Zenka... No cóż, opisuje się
zwykle to, co się widzi, wyciąganie wniosków jest sprawą
czytelnika. Wiadomo ogólnie, iż odczuwamy satysfakcję,
konstatując, że ktoś inny z podobnych przesłanek
wyprowadza takie same hipotezy. Tym czytelnikom książka wyda się
zapewne przyjazna, a pomysły na widzenie świata oczyma autora
sympatyczne i ogólnie przychylne. Nie mniej znanym faktem jest jednak,
że jeśli znajdzie się setka widzących zielone na
zielono, natychmiast pojawi się tyle samo drugich, którym zieleń
pierwszych zwidzi się na niebiesko. Taki jest świat. Wielobarwny,
w tym zielony i niebieski. Podobnie i pan Zenek widziany przeze mnie jako
postać miła, zręczna w obejściu i sympatyczna w
manierach innemu komuś zapewne wydać się może gburem
i cynikiem. Nie mnie osądzać, czyje oko bystrzejsze. Moje jest,
jakie jest. Gdyby miało być inne, to by było. Red: Czy fakt, że żyje Pan w Szwecji, wyróżnia w Pańskich
tekstach Polonię zamieszkującą w tym kraju w jakiś
szczególny sposób? AND: Zapewne i tak, i nie. Bez wątpienia obserwacja najbliższej
rzeczywistości wywiera wpływ na ogólną percepcję
najsilniej, ale ileż to razy spotykamy się z fenomenem, że
z pozoru błahe zdarzenie zmienia ścieżkę naszego
życia w sposób zasadniczy, podczas gdy na przykład lata studiów
nie wpływają na jej kierunek w ogóle. Choć nie byłem, domyślam się, że nowozelandzki pan
Zenek nie będzie się różnił zasadniczo od
nowojorskiego, by o starosądeckim nie wspomnieć. Jeśli
czytelnik oderwie na chwilę wzrok od książki, spojrzy w
siebie i dostrzeże tam pana Zenka o własnym imieniu i nazwisku,
pierwszy krok w stronę obopólnego porozumienia zostanie wykonany.
Czy nastąpią kolejne, zależeć będzie już
tylko od dobrej woli ich obu. Red: Wydawcą książki jest Fundacja Kultury Polskiej w Szwecji przy
współudziale warszawskiej Bellony. Czy to oznacza, że jej
dystrybucja obejmowała będzie zarówno Polskę jak i kraje
poza nią? AND: W Polsce książkę rozprowadza głównie sieć księgarni
EMPiK oraz sklepy internetowe. Za granicę książkę wysyła
się bezpośrednio po zgłoszeniu zainteresowania na witrynie
internetowej www.jestjakjest.com.
Tam również można się zapoznać z wybranymi tekstami,
a nawet posłuchać niektórych w wykonaniu własnym autora.
Felietony nadawane były w swoim czasie w polskiej sekcji Radia
Szwedzkiego, przydały się, jak znalazł. Red: Czy zadowolony Pan jest zarówno z wydania jak i z szaty graficznej nadanej
książce? AND: Żeby nie wyglądało na reklamę, odpowiem krótko: tak. Po
czym dodam: bardzo. Zwłaszcza ilustracje inicjatora, pomysłodawcy
i wykonawcy dzieła, Michała Bieniasza, nadają książce
indywidualny charakter, na który samymi tylko tekstami z pewnością
by nie zasłużyła. Tak przynajmniej twierdzi moja żona,
Beatka, główna recenzentka całości, bez której czujnego
ucha teksty nie zdołałyby zainspirować grafika do tak
udanych rysunków. Czy jeszcze kogoś wymienić? Red: Może drukarnię? AND: No właśnie. Są nią Olsztyńskie Zakłady
Graficzne, OZGraf. Gdyby nie wrodzona skromność, można by powiedzieć,
że wszyscy uczestnicy przedsięwzięcia stanęli na
wysokości zadania. Teraz kolej na czytelników. Red: Dziękujemy za rozmowę. |
||
|
|
||