wstecz

 

Sandra Krajcer jest studentką wydziału prawa na Uniwersytecie w Innsbrucku. Pracuje również na tejże uczelni zajmując się zagadnieniami prawa sportów górskich (Bergsportrecht). Jest również instruktorką narciartwa i snowboardu. Jej zamiłowaniami są sport i góry.

Poniższy artykuł został opublikowany w 1-2 / 2007 wydaniu pisma adwokatury polskiej Palestra.

Inne artykuly Sandry Krajcer:

Reforma prawa spadkowego w Europie Palestra 9-10/2008

 

Odpowiedzialność za wypadki narciarskie, porównanie z rozwiązaniami austriackimi

Wiele ostatnio dyskutuje się na temat ustanowienia regulacji w zakresie prawa górskiego. Nagłaśniany jest głównie temat stosunków własnościowych na terenach górskich i możliwości pozyskiwania ich w celu tworzenia tras narciarskich i budowy wyciągów, który znalazł swój wyraz w kilku projektach ustaw. Mówi się jednak też o pewnych zmianach dotyczących podstaw prawnych odpowiedzialności za wypadki na stokach i ich organizacji. Chciałabym odnieść się zwłaszcza do tej kwestii, w szczególności zaś do artykułu adwokatów Aleksandra Kapessa i Andrzeja Wosińskiego zamieszczonego w niniejszym numerze „Palestry”, którzy proponują wprowadzenie szeregu znaczących zmian w organizacji stoku narciarskiego, co poniżej bliżej omówię.
Wydaje się, iż próby wprowadzenia zmian mają wspólne cele i założenia. Proponowane są środki, które mają doprowadzić do upowszechniania narciarstwa i innych sportów zimowych, rozwoju turystyki, większego dostępu do gór, naturalnie ze współmierną ochroną innych interesów, takich jak ochrona środowiska. Jednym słowem do lepszego wykorzystania potencjału polskich gór w celach rekreacyjnych i oczywiście ekonomicznych, bo jak wiadomo turystyka i sport to biznes. Celem ich jest też doprowadzenie do tego, że uprawianie tych sportów będzie bardziej bezpieczne. Założenia są jak najbardziej słuszne, pytanie tylko, czy proponowane metody są właściwe i doprowadzą do ich realizacji. Pozwolę sobie powołać się na propozycje zawarte we wspomnianym artykule i przytoczyć kilka przykładów proponowanych zmian, porównując je z sytuacją i uregulowaniami w Austrii. Ustawodawstwo i orzecznictwo austriackie, z kilkudziesięcioletnią tradycją w tej dziedzinie, zasłużyły sobie jeśli nie na miano autorytetu, to przynajmniej na uznanie ich za godny uwagi przykład. Austria to kraj żyjący w dużej mierze z turystyki i narciarstwa nie od dziś, a od dobrych kilkudziesięciu lat. Naturalnie znaczenie i ranga sportów zimowych w Austrii i w Polsce jest nieporównywalna, lecz problemy z tym związane, choć u nas na dużo mniejszą skalę, są bardzo podobne. W Austrii poświęca się im więcej uwagi i stanowi to moim zdaniem argument za tym, by z doświadczenia Austriaków korzystać, a przynajmniej wziąć ich rozwiązania pod uwagę. W moim wywodzie chcę się skupić na problematyce zakresu odpowiedzialności cywilnej organizatora stoku i dążeniu do umocnienia sytuacji narciarza/snowboardzisty w przypadku poniesienia szkody osobistej i proponowanych rozwiązaniach. Niepodważalnym faktem jest duża urazowość narciarstwa i podobnych sportów zimowych. Jak wynika między innymi ze statystyk GOPR-u, w Polsce dochodzi rocznie do 5800 wypadków narciarskich, w Austrii ta liczba sięga 90 000, z czego 67 000 to poważne urazy. Liczby mówią same za siebie. Polskie trasy narciarskie są szczególnie niebezpieczne, ponieważ są często wąskie, krótkie i bardzo zatłoczone, a poziom umiejętności jazdy osób z nich korzystających nie zawsze najwyższy. Gór i ośrodków narciarskich jest w stosunku do wielkości naszego kraju i liczby mieszkańców niewiele, a chętnych do uprawiania sportów zimowych coraz więcej, co wynika ze zwiększającej się w ostatnich latach świadomości sportowo-rekreacyjnej Polaków. Troską polskiego ustawodawcy powinno być, aby tendencje te aktywnie wspomagać, tak jak dzieje się to w innych krajach, i nie pozostawać w tyle, bo konkurencja nie śpi.
Przykładem rejonu, który z jednego z najbiedniejszych w Europie w ciągu stosunkowo krótkiego czasu dzięki świetnemu wykorzystaniu swojego potencjału geograficznego oraz turystyce i narciarstwu przekształcił się w jeden z najbogatszych w Europie, jest Tyrol. Stamtąd też pochodzi większość orzecznictwa austriackiego mającego wpływ na doktrynę i część ustawodawstwa. Narciarstwo to biznes, ale odgrywa ono także rolę socjalną, rekreacyjną i sportową. Przykładowo, Tyrol jako kraj związkowy jak najbardziej uwzględnia w swym budżecie rozwój tego masowego sportu, dofinansowując, wręcz utrzymując ośrodki narciarskie, imprezy sportowe, kursy narciarskie dla dzieci i młodzieży, darmowe kluby narciarskie, a głównym założeniem jest ogólny, jak najtańszy dostęp do tego sportu dla każdego. Efekty widać nie tylko w poziomie wyczynów sportowców na olimpiadach zimowych, lecz także w wyjątkowo zintegrowanej i dobrze zorganizowanej strukturze socjalnej Tyrolczyków, których życie towarzyskie i rodzinne często skupia się (to nie tylko stereotyp!) właśnie wokół tego sportu. Oczywiście jak już mówiłam, nie możemy naszych gór porównywać do Alp (choć Tatry, Beskidy czy Karkonosze też mają ogromny potencjał, jak na razie nie do końca wykorzystany) ani naszego budżetu do austriackiego, możemy natomiast spróbować zastanowić się nad ich rozwiązaniami w dyskusji nad nowym prawem. Wspomniani autorzy proponują pozycję korzystającego ze stoku narciarza/snowboardzisty poszkodowanego wzmocnić, gdyż w sytuacji gdy dojdzie do kolizji z innym uczestnikiem ruchu na stoku, z którego winy doszło do kolizji, czyli ze sprawcą szkody, czasami ucieka on z miejsca wypadku. Jak najbardziej się z tym zgadzam, poszkodowany często nie jest w stanie sam złapać uciekającego, a w ogólnym chaosie na stoku mało kto może rozpoznać sytuację lub też, jak to w tłumie bywa, nikt nie przejawia inicjatywy pogoni. Narciarze nie mają tablic rejestracyjnych, więc nie sposób ustalić ich danych. Jeśli poszkodowany sam nie był ubezpieczony od nieszczęśliwych wypadków narciarskich, nikt mu za poniesione szkody nie wypłaci odszkodowania. Czy powinniśmy obowiązkiem wyrównania szkody obciążyć organizatora stoku? Przecież to on jako jedyny ma „jakąś” kontrolę nad tym, co się dzieje na stoku, oraz czerpie zyski ze swojej działalności gospodarczej, często kosztem bezpieczeństwa z powodu zbyt dużego ruchu na stoku. Przeanalizujmy, jak regulują to zagadnienie Austriacy. Dodajmy, iż w Austrii rocznie ze stoków narciarskich korzysta 8 milionów ludzi. W Austrii w latach 60., podobnie jak w innych krajach alpejskich, rozwinęło się na podstawie orzecznictwa i reguł stworzonych przez związki narciarskie tzw. prawo narciarskie (Skirecht). Skirecht to termin określający w niemieckojęzycznych państwach zespół reguł opartych na ogólnych zasadach prawa cywilnego, karnego i administracyjnego, dotyczących zagadnień związanych z narciarstwem. Nie jest to skodyfikowane prawo. Duże znaczenie ma w Austrii bogate orzecznictwo i literatura. Prawo narciarskie to przykład „żywego prawa”, ciągle się rozwijającego, którego celem jest nie tyle represja, co prewencja, np. w zakresie wypadków. Poprzez ciągłą analizę z jednej strony praktycznego rozwoju sportów zimowych, a z drugiej orzecznictwa i uregulowań prawnych oraz ich skutków, dąży się do osiągnięcia kompromisu między ingerencją prawodawcy a wolnością w uprawianiu sportu i korzystaniu z gór. Dużą rolę odgrywają także próby podnoszenia poziomu świadomości społeczeństwa w związku z działaniem na własne ryzyko podczas rekreacji w górach.


Odpowiedzialność organizatora stoku

Odpowiedzialność cywilna w Austrii, podobnie jak w Polsce, opiera się na podstawie kontraktowej lub deliktowej. Różnią się one od siebie przede wszystkim odmienną pozycją poszkodowanego w stosunku do sprawcy szkody, którego sytuacja jest w pierwszym przypadku bardziej korzystna, w drugim mniej.
Gdy dłużnik nie wypełnił swoich zobowiązań wynikających z umowy lub wykonał je nienależycie, powodując tym szkodę u swego wierzyciela, ten ostatni postawiony jest w bardziej uprzywilejowanej sytuacji, niż gdyby dłużnik umową nie był związany. Jest tak dlatego, że po pierwsze sprawca szkody odpowiada za winę wszystkich swoich pomocników jak za swoją własną, a nie tylko tych, o których wiedział, że są „niebezpieczni”, oraz po drugie, to właśnie sprawca musi udowodnić, że nie ponosi winy za wypadek, a to wielkie ułatwienie dla poszkodowanego. Przykładowo, narciarz zawiera umowę z organizatorem wyciągu, kupując karnet. Jeśli ulegnie wypadkowi na stoku, wjeżdżając na pozostawioną przez pracownika organizatora na trasie łopatę, organizator odpowiada za winę swojego pomocnika, niezależnie od tego, czy był on lekkomyślny, niebezpieczny, czy dotychczas był wzorowym pracownikiem, natomiast jeśli chce uwolnić się od odpowiedzialności, musi udowodnić, że w tym przypadku pozostawienie łopaty nie stanowi nietypowej przeszkody na trasie i niedopełnienia swoich obowiązków (co w tej sytuacji nie jest możliwe). Gdy nie doszło do zawarcia umowy, np. gdy snowboardzista wchodzący pod górę w rakietach poboczem trasy zostanie potrącony przez wjeżdżającego na skuterze pracownika organizatora stoku, wiozącego części do naprawy wyciągu, to jeśli poszkodowany chce pociągnąć do odpowiedzialności organizatora wyciągu, będzie musiał udowodnić winę sprawcy oraz dodatkowo udowodnić, iż jego pracownik był „niebezpieczny”, o czym było zatrudniającemu go wiadomo. Przykładowo, właściciel wyciągu wiedział o brawurowym sposobie zachowania swojego pracownika i wcześniej do podobnych niebezpiecznych sytuacji już dochodziło.
Istnieje jeszcze inna konstrukcja jako podstawa odpowiedzialności. Mam tu na myśli szczególny § 1319a ABGB, regulujący odpowiedzialność zarządcy dróg. Przepis ten jest rodzajem pewnego kompromisu między odpowiedzialnością deliktową i umowną. To podstawa deliktowa, jednakże szczególna. Zawiera ona pewien przywilej dla poszkodowanego oraz dla równowagi ogranicza stopień winy organizatora dróg. Przywilej poszkodowanego polega na tym, iż organizator drogi ponosi odpowiedzialność za winę wszystkich swoich „ludzi”, jednakże dopiero za winę od drugiego stopnia, czyli rażące niedbalstwo (große Fahrlässigkeit) oraz zamiar (Vorsatz), a nie tak jak na zasadach ogólnych za lekkomyślność (leichte F.). Według doktryny i orzecznictwa trasy narciarskie to drogi, dlatego ma to pewne znaczenie dla omawianej odpowiedzialności, jednak nie aż tak duże, gdyż w większości przypadków narciarze są stroną umowy przewozu, jak w opisanym pierwszym przykładzie. Przepis § 1319a ma znaczenie przede wszystkim wtedy, gdy wchodzący na górę narciarze na nartach touringowych, zjeżdżając trasą narciarską ulegają wypadkowi z winy ogranizatora stoku.
Kolejną podstawą odpowiedzialności, szczególną do zasad ABGB, jest odpowiedzialność cywilna z tytułu zagrożenia, niezależna od zawinienia, oparta na szczególnej ustawie EKHG (Eisenbahn-und Kraftfahrzeug-Haftpflichtgesetz), która reguluje i zaostrza odpowiedzialność posiadacza samoistnego urządzenia niebezpiecznego i pojazdu. Do urządzeń podlegających pod ustawę zaliczają się między innymi wszystkie rodzaje wyciągów narciarskich i kolei linowych. Posiadacz samoistny tych urządzeń jest zobowiązany do naprawienia szkody powstałej przy prowadzeniu takiego pojazdu czy urządzenia, niezależnie od jego winy. Ma ona znaczenie wtedy, gdy np. dojdzie do wypadku z powodu awarii czy zerwania liny wyciągu itp.
Należy tu wyjaśnić, co oznacza właściwie zawinienie organizatora stoku. Jak wspomniałam, w austriackim prawie cywilnym rozróżnia się 3 stopnie winy: lekkomyślność, rażące niedbalstwo oraz winę umyślną. Lekkomyślnie postępuje ten, czyje zachowanie jest niedbałe, jednak może ono zdarzyć się w podobnej sytuacji starannemu człowiekowi. Rażące niedbalstwo natomiast starannemu człowiekowi w danych okolicznościach się nie zdarza. Podział ten ma decydujące znaczenie dla rodzaju i wielkości odszkodowania, ale także w szczególnym przypadku § 1319a, czyli odpowiedzialności organizatora dróg, który to odpowiada jedynie za rażące niedbalstwo oraz winę umyślną. Ważną podstawą odpowiedzialności jest ta, która wynika z umowy. Jak zostało powiedziane, każdy korzystający odpłatnie z wyciągu jest stroną umowy przewozu. Jego dłużnikiem jest posiadacz samoistny wyciągu, który prócz obowiązku wwiezienia narciarza na górę ma też obowiązek uchronienia go przed niebezpieczeństwami wynikającymi z usługi (w skład której wchodzi także umożliwienie zjazdu). Jest on zatem zobowiązany nie tylko do zapewnienia bezpiecznego wjazdu, lecz także zapewnienia warunków umożliwiających bezpieczny zjazd po trasie, oczywiście w granicach „możności wykonania” (Zumutbarkeit). Generalna zasada mówi o tym, iż usunięte z trasy muszą być wszelkie nietypowe niebezpieczeństwa. To takie, które, biorąc pod uwagę wygląd i stopień trudności trasy, są dla odpowiedzialnego narciarza zaskakujące i trudne do ominięcia. Po pierwsze to sztuczne przeszkody, takie jak wystające spod śniegu betonowe cokoły, części już nieistniejących wyciągów, metalowe druty, śruby, liny, części armatek śnieżnych, leżące w śniegu liny wyciągowe, przykryte śniegiem płoty, przewrócone tyczki. Zabezpieczone muszą być podpory wyciągu, przepaście, strumienie , strome brzegi trasy. Oznaczone natomiast powinny być skrzyżowania z innymi trasami, wyciągami czy nagłe spady i przepaście. Krawędzie trasy powinny być wyraźnie oznaczone, tak by było wiadomo, gdzie się ona kończy. W razie nieoznaczenia krawędzi oraz wtedy, gdy organizator stoku akceptuje jazdę poza trasą, musi też odpowiadać za stan poboczy. Poza stromą krawędzią trasy obowiązek zabezpieczania według orzecznictwa sięga odległości na długość nart. Co się tyczy niebezpieczeństw naturalnych, to również wiele z nich musi być usuniętych. Należą do nich drzewa, korzenie itp., jednakże tylko na terenach w niżej położonych partiach gór, czyli jest to zależne głównie od charakteru trasy. Na podstawie culpa in contrahendo, odpowiedzialność obejmuje także potencjalnych klientów lub tych, którzy jeszcze nie zakupili biletu, np. przy wypadkach w drodze z parkingu do wyciągu. Organizator stoku ma za zadanie oznakować trasy i opisać ich stopień trudności, ma to funkcję orientacyjną i zapewniającą bezpieczeństwo. Trasy muszą być też zabezpieczone w miarę możliwości przed schodzeniem lawin, a w razie niebezpieczeństwa zamykane. Przeszkody wynikające z ukształtowania terenu, takie jak muldy, ograniczające widoczność wzniesienia, szybko zmieniające się warunki śniegowe i atmosferyczne nie obciążają organizatora stoku, natomiast stanowią ryzyko narciarza.
 

Rozszerzenie odpowiedzialności

Jak wynika z powyższego, roszczenia potencjalnego poszkodowanego na stoku narciarskim są na różne sposoby zabezpieczone, jednak nie w sposób wyczerpujący. Bez pokrycia szkody musi obejść się nieubezpieczona od wypadków narciarskich ofiara kolizji pomiędzy dwoma narciarzami wtedy, gdy sprawca ucieknie i nie zostanie zatrzymany. Wprowadzenie subsydiarnej solidarnej odpowiedzialności organizatora stoku w stosunku do sprawcy szkody mogłoby, według autorów wspomnianego artykułu, wypełnić tę lukę. Można by to porównać z sytuacją, w której to zarządca płatnej autostrady zobowiązany byłby do wypłacenia odszkodowania za poniesione szkody, niewynikające z jego zaniedbań, poszkodowanemu w kolizji drogowej spowodowanej przez jednego z uczestników ruchu, np. niewynikające ze złego stanu technicznego drogi. Taki stan rzeczy nie wydaje się być realny. Organizator stoku mógłby uwolnić się od odpowiedzialności, udowadniając, iż prowadzony przez niego nadzór stoku jest prawidłowo zorganizowany. Byłby on obciążony więc winą domniemaną. Organizator stoku musiałby zatrudnić osoby kontrolujące sytuację na stoku i nadzorować ich pracę. Osoby te byłyby uprawnione do eliminowania ze stoku narciarzy/snowboardzistów jeżdżących niebezpiecznie. Pierwsze pytanie, jakie mi się nasuwa, to to, na podstawie jakich kryteriów rozróżniałoby się takie jeżdżące niebezpiecznie osoby. W odróżnieniu od ruchu drogowego, który uregulowany jest w ustawie, obowiązującej wszystkich jego uczestników i możliwej do egzekwowania i sankcjonowania, zasady poruszania się po stoku, czyli np. reguły FIS w Austrii nie uprawniają do ich egzekwowania. Nie są one podstawą prawną do nakładania sankcji, jakimi niewątpliwie byłaby eliminacja ze stoku. W Austrii jedynie w pojedynczych państwach związkowych podniesione one zostały do rangi przepisów administracyjnych. Reguły FIS to zasady zachowania się podczas jazdy na nartach po trasach narciarskich, mające cele prewencyjne, a ich centralnym zadaniem jest przeciwdziałanie wypadkom i narażaniu na niebezpieczeństwo innych, a w efekcie też siebie samego. Wykształciły się one z orzecznictwa oraz na podstawie ogólnych zasad prawa cywilnego, przede wszystkim zasady neminem laedere. Reguły FIS to niezaprzeczalnie zasady bardzo ważne dla utrzymania bezpieczeństwa na stokach, lecz nie są one wiążącymi normami prawnymi uchwalonymi przez kompetentnego prawodawcę. Nie posiadają one jakości aktu normatywnego. Nie są też ani prawem zwyczajowym, ani regułami sportowymi, takimi jak reguły gry w piłkę nożną. Interpretują one i konkretyzują ogólne zasady staranności, a łamanie ich ma jedynie wpływ na ocenę stopnia winy sprawcy wypadku lub samego poszkodowanego. Niemożliwością poza tym byłoby obiektywne ocenianie, nawet posługując się regułami FIS, stopnia zagrożenia, jakie stwarzają poszczególni narciarze. Tego, czy jeżdżą oni z dostosowaną do swoich umiejętności prędkością, tego, czy kontrolują swój tor jazdy, czy mają dobrą widoczność itd. Myślę, że takie próby interpretacji prowadziłyby do nadużyć, szykan, stresu, jednym słowem zniszczenia idei rekreacji. W Polsce dzięki wprowadzeniu § 9 ust. 1 Załącznika do rozporządzenia Rady Ministrów z 6 maja 1997 roku (poz. 358) Załącznik nr 1 – Szczegółowe warunki bezpieczeństwa tras i urządzeń służących uprawianiu w okresie zimowym sportów oraz rekreacji ruchowej w górach (Dz.U. z 1997 r. Nr 57, poz. 358): „Użytkowników narciarskich tras zjazdowych popularnych i wyczynowych obowiązują zasady regulacji ruchu narciarskiego, zgodne z regułami Międzynarodowej Federacji Narciarstwa (FIS) i przyjęte przez Polski Związek Narciarski, GOPR i TOPR oraz Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze, w formie kodeksu narciarskiego” stały się reguły FIS częścią prawa pozytywnego (porządku prawnego). Należy sobie jednak postawić pytanie, czy w obliczu wyżej wymienionych deficytów słuszne jest równorzędne traktowanie ich z innymi „pełnowartościowymi” ustawami uchwalonymi przez kompetentnego prawodawcę. Naturalnie, pewnego rodzaju kontrola byłaby wskazana i możliwe by było usuwanie osób ze stoku w sytuacjach ekstremalnych, np. nietrzeźwych, narażających na niebezpieczeństwo innych. Wskazane by też było, by np. GOPR-owcy, TOPR-owcy lub inne wykwalifikowane osoby były uprawnione do zwracania uwagi zachowującym się w sposób rażąco nieodpowiedzialny. W takich sytuacjach pożądana byłaby interwencja np. zorganizowanych grup osób prywatnych, które zatrzymywałyby sprawcę wypadku lub podejrzanego czy narażającego innych na niebezpieczeństwo na zasadach samopomocy. Ich obecność na stoku miałaby na pewno też znaczenie prewencyjne. Gdyby tak było, to szanse na to, iż poszkodowany pozostanie bez odszkodowania, zapewne by zmalały. Nie widzę potrzeby sztucznego tworzenia nowej podstawy prawnej w celu rozszerzenia odpowiedzialności cywilnej organizatora stoku. Nie uważam, iż organizator stoku ma obowiązek zapewnienia bezpieczeństwa ze strony innych narciarzy. Rozwiązanie to obciążałoby go niewspółmiernie do celu, jaki się chce osiągnąć, oraz nie działałoby prewencyjnie. Wystarczy tylko pomyśleć o konsekwencjach takiej formy odpowiedzialności. Mowa była o tym, iż polskie stoki są niebezpieczne, bo jest ich zbyt mało i są zatłoczone, a to jest przyczyną wielu wypadków. Sądzę, że nie jest dobrą i skuteczną metodą dodatkowe finansowe obciążanie właścicieli wyciągów oraz zniechęcające potencjalnych inwestorów. Ktoś przecież musiałby wykształcić „ochroniarzy”, którzy musieliby mieć odpowiednie kompetencje, jest to finansowo i praktycznie niewykonalne. Ktoś także by ich musiał nadzorować, a w przypadkach nadużyć z ich strony ponosić konsekwencje finansowe. Oznaczałoby to obowiązkowe ubezpieczenie takiego właściciela wyciągu, które w związku z dużym ryzykiem i obciążeniami oraz możliwie wzrastającą liczbą poszkodowanych pewnie nie byłoby tanie. Koszty ponosiłby naturalnie nie tylko właściciel wyciągu, ale przede wszystkim sami narciarze, płacąc za drogie karnety. Nie sądzę, by był to sposób na upowszechnienie tego już teraz dość drogiego sportu.
Dobrym rozwiązaniem byłoby natomiast wprowadzenie obowiązkowego ubezpieczenia od wypadków narciarskich dla narciarzy/snowboardzistów. Składka mogłaby być w cenie karnetu, co nie powinno jej drastycznie podwyższyć (ubezpieczenie zbiorowe). Korzystający z trasy bez karnetu czyli np. skitourowcy działaliby na własne ryzyko, powinniby mieć jednak możliwość wykupienia ubezpieczenia.


Idea narciarstwa

Istotnym aspektem narciarstwa jest świadomość własnej odpowiedzialności narciarza i działania na własne ryzyko. Ma ona znaczenie w każdym sporcie, a szczególnie w sportach uprawianych w górach. Narciarstwo alpejskie nie jest tak ryzykownym sportem jak np. wspinaczka wysokogórska lub skitouring, w których to świadomość działania na własne ryzyko i poziom umiejętności i doświadczenia powinny być wysokie. Aktywność ta jednak jest sportem wymagającym pewnych umiejętności, kondycji fizycznej i świadomości zagrożeń wynikających z jego uprawiania. Dzisiejsze ośrodki narciarskie z zabezpieczonymi trasami oraz opisanymi stopniami ich trudności, pełną infrastrukturą, barami i parkingami wywołują mylne, zbyt daleko idące zaufanie u narciarza, któremu wydaje się, iż wraz z karnetem kupuje swoje pełne bezpieczeństwo na stoku. Tak nie jest i nie będzie. Będąc w górach i uprawiając sport, nawet jeśli tylko rekreacyjnie, powinniśmy mieć świadomość pewnych zagrożeń. Taka świadomość jest środkiem profilaktycznym, ograniczającym źródła niebezpieczeństw, a nie tylko ich skutki. W Austrii w latach 70. stwierdzono rodzaj fenomenu wynikającego z tego nadmiernego zaufania w bezpieczeństwo tras. Przeanalizowano sposób zachowania się na stokach narciarzy i wynikające z niego rodzaj i częstotliwość wypadków. Porównano sytuację przed i po wprowadzeniu wymienionych środków bezpieczeństwa. Stwierdzono, iż zabezpieczenia mają też swoje negatywne skutki, oddziałując na psychikę narciarza, wzmacniając jego pewność siebie, wręcz prowokując do ryzyka. Oczywiście to nie główna przyczyna zwiększenia się ilości wypadków, ale nawet jeśli jedna z wielu, to i tak ma znaczenie. Podobną sytuację zaobserwowano w wyniku upowszechnienia się specjalnych plecaków z systemem ABS, czyli specjalną poduszką powietrzną aktywującą się w przypadku zasypania turysty przez lawinę i wynoszącą go na powierzchnię śniegu. Statystyki i tu wykazały wzrost ryzykownych zachowań wynikających z posiadania ratującego życie urządzenia i obniżenia świadomości zagrożenia. Sport w górach wiąże się z ryzykiem, z którego powinniśmy sobie zdawać sprawę. Nigdy nie będziemy w stanie rozciągnąć czyjejkolwiek odpowiedzialności na tyle, by czuć się w górach w stu procentach bezpiecznie. Szczególnie biorąc pod uwagę dynamiczny rozwój nowych „ekstremalnych” rodzajów rekreacji. Dzisiejszy, coraz bardziej wygodny i bezpieczny styl życia wzmaga naturalną potrzebę ryzyka, zmienia nasz sposób na spędzanie wolnego czasu na bardziej aktywny i niebezpieczny. A im niebezpieczeństwo większe, tym świadomość działania na własne ryzyko powinna być wyższa. Moim zdaniem tendencja powinna iść nie w tym kierunku. Nie w stronę amerykanizacji prawa, czyli przysłowiowego rozszerzenia odpowiedzialności wytwórcy kubka za oblanie się gorącą kawą. Zadaniem ustawodawcy powinno być podwyższanie świadomości społeczeństwa, pewne „wychowywanie” go, szczególnie w dziedzinach szybko się rozwijających. Pamiętajmy też, że przejęcie odpowiedzialności za własne czyny służy ochronie wolności, w tym przypadku przy uprawianiu sportu, chroni przed nadmierną ingerencją ustawodawcy i spełnia zadanie prewencyjne.
Korzystajmy z doświadczenia tych, którzy problemy te analizują od lat. W Austrii nie ma takiej konstrukcji jak subsydiarna odpowiedzialność solidarna organizatora stoku. Są pewne pomysły wprowadzania tego typu odpowiedzialności dla organizatora hal wspinaczkowych. Miałby on być zobowiązany do monitoringu hali, kontrolując zachowanie wspinających się, np. sposób asekuracji. Odpowiadałby on za niedopilnowanie podstawowych zasad bezpieczeństwa, czyli ponosiłby winę w nadzorze. Sytuacji tych jednak nie możemy porównywać, między innymi ze względu na różnice w obiektywnej ocenie niebezpieczeństwa, jakie istnieje w przypadku np. nieprawidłowej asekuracji. Na pewno ważna dla prewencji wypadków narciarskich jest większa popularyzacja tego sportu, nagłaśnianie reguł FIS oraz inwestycje w umiejętności i świadomość polskiego narciarza.

SANDRA KRAJCER, studentka, Uniwersytet w Innsbrucku 

www.uibk.ac.at/bergsportrecht

Uwagi na temat powyższego artykułu prosimy kierować na adres: sandrakrajcer@gmx.at

 Counter