wstecz 

 

Fragmenty publikacji "Głosu Katolickiego" z Paryża z dnia 9 stycznia 2000

Polacy w Wiedniu i... Tyrolu

Kilka lat temu zamówiłem w polskiej księgarni w Wiedniu dokumentację dotyczącą związków Polaków z Austrią. Po kilkanastu dniach otrzymałem niezmiernie interesującą pracę Romana Taborskiego zatytułowaną "Polacy w Wiedniu" (wyd. Ossolineum 1992). Znalazłem w niej całe bogactwo fascynujących życiorysów naszych rodaków, czy to studiujących , czy pracujących i tworzących w naddunajskiej stolicy. Polscy literaci pisali o Wiedniu i zamieszkałych tam od XVII w. Polakach, podkreślając związki polsko-austriackie i zasługi takich ludzi, jak Tadeusz Rittner, znany polsko-austriacki pisarz, dramaturg, Henryk Dmochowski lub Ksawery Słowiński. Kazimierz Badeni (1846-1909) piastował stanowisko premiera i ministra spraw wewnętrznych za czasów cesarza Franciszka Jósefa. Julian Dunajewski aż przez 11 lat prowadził ministerstwo finansów, zapisując się trwale w historii kraju jako wybitny specjalista, ten który opanował permanentny deficyt budżetowy i ustabilizował lokalną walutę. Przez 10 lat w Wiedniu przebywał słynny Artur Grottger. Przebywali tu także Henryk Rodakowski, Gottlieb, Wieniawski i Paderewski. Jan Kiepura doczekał się swojej ulicy oraz popiersia w operze, lecz jego kariera znana jest głównie z... dziennikarskich artykułów. Nad Dunajem spędził dwa lata Karol Szymanowski. Być może i obecnie, bardziej wnikliwe badania nad polonią wiedeńską dostarczą nam nowej wiedzy o dorobku jej przedstawicieli na przestrzeni całego XX wieku, włączając do istniejących publikacji również materiały odnoszące się do lat 1950-2000. Do opracowania pozostało bowiem wiele życiorysów związanych z polskim uchodźctwem nie tylko w Wiedniu, ale i na terenie innych miast alpejskiej republiki. 

Zrozumiałe jest, ze wielojęzyczna, kosmolityczna metropolia, jaką jest bez wątpienia Wiedeń przyciąga od wieków także i Polaków. Jednak wyruszając w kolejną podróż do Austrii, tym razem do Tyrolu, zamierzałem sprawdzić, czy i w tym pięknym, górskim regionie spotkać można ludzi mówiących po polsku. Okazało się, że tak. W poszukiwaniach pomogła mi ambasada RP w Wiedniu. Dzięki informacji otrzymanych od pana Szypulskiego nawiązałem kontakt z honorowym konsulem RP w Innsbrucku panem Reslem, a przez niego dotarłem do pani Anny Schneider - ówczesnej prezeski Zrzeszenia Polaków w Tyrolu "Strzecha". Po przylocie do Innsbrucka miałem jeszcze kilka chwil do umówionego spotkania, wyruszyłem więc do Altstadt. Starówka z okresu renesansu udekorowana świątecznie - oczarowuje. W wąskich uliczkach sporo originalnych, XVI-wiecznych kamienniczek. Wieczorem panuje tu spokój. Śnieg skrzypi pod nogami. Spadło go dużo i  biały puch pokrył okoliczne góry, trawniki i dachy. Mróz wieczorem sięga -10°C. Zaglądam do wspaniałego barokowego kościoła dworskiego (Hofkirche). Znajduje się tu wiele pamiątek związanych z historią Habsburgów. Po obu stronach olbrzymiego sarkofagu mającego mieścić szczątki cesarza Maksymiliana I (zm. 1519 r.) umieszczono 28 posągów przestawiających członków dynastii oraz "bliskich" jej osób. Odlewy w brązie wykonano w latach 1508-1550 w Monachium i Innsbrucku. Stają tu trzy postacie zaprojektowane przez Albrechta Dürera. 

Najstarszy polski "ślad" znajduje się właśnie tutaj w  kościele dworskim. Pierwsza dama z brązu, którą wyróżnia bogaty strój i osobliwe nakrycie głowy, to Cymbarka (Zymburgis). Pod odlewem nie ma o dziwo podpisu, ale w encyklopedii austriackiej i przewodniku po Austrii Romana Bieńko znalazłem kilka słów wyjaśnienia. Pochodząca z Warszawy księżniczka mazowiecka Cymbarka, piękna i nadzwyczaj silna poślubiła księcia Styrii, Ernesta Żelaznego. Wydała na świat dziewięcioro dzieci, w tym pózniejszego cesarza Fryderyka III, stąd polska krew w żyłach Habsburgów. Cymbarka - babka Maksymiliana I (o czym nie wszyscy wiedzą) zmarła w 1429 r.. W Innsbrucku natrafiamy również na inne polskie pamiątki. W kościele Kapucynów znajduje się od 1630 r. obraz namalowany  przez Martina Teofelowicza, przedstawiający św. Antoniego z Padwy (z panoramą miasta nad Innem).  Kościół Servitenkirche zawiera również "polonicum". W ołtarzu głównym okazale prezentuje się barokowy obraz z 1628r., wspomniany Teofilowicz przedstawił na nim zaślubiny Matki Boskiej ze św. Jósefem. Ślady polskości znajduje się i przed wejściem do najstarszego budynku w Innsbrucku. Jest to marmurowa tablica upamiętniająca pobyty w mieście najznamiennitrzych i dostojnych gości. Widnieje tu nazwisko Goethe, Paganini, Camus. Pod datą z początku XVII w. wygrawerowano "Panowie i Towarzystwo z Polski". Być może w "Goldener Adler" zatrzymali się jacyś anonimowi polscy dyplomaci?

Czas na spotkanie z państwem Schneider. Przyjeżdżają z pobliskiego Seefeld i zabierają mnie do Amras, na cmentarz, gdzie znajdują się polskie groby. Na pokrytym teraz białym śniegiem terenie wznoszą sie metalowe krzyże. Są to przedewszystkim ofiary hitlerowskiego reżimu, niewolnicy ściągnięci na roboty do Rzeszy. Spoczywają tu m.in. Stanisław Rybak, Władysław Kowalik  i wielu innych o znanych i nieznanych nazwiskach. Cmentarzem opiekuje się organizacja "Czarny Krzyż", która z równym szacunkiem dogląda grobów austriackich, sowieckich jak i kwater Polaków. Szczególną uwagę zwraca tu biały kamień wykuty w formie krzyża z napisem "W hołdzie Polakom, którzy padli ofiarą terroru hitlerowskiego...". Na każdą uroczystość Święta Zmarłych Polacy z Tyrolu i przedstawiciele konsulatu RP składają tu kwiaty.

Mój krótki pobyt w Innsbrucku dobiega końca. Przelatując nad ośnieżonymi szczytami odniosłem wrażenie, ze to "cesarskie", pełne zabytków miasto dzięki kilku godzinom spędzonym na rozmowach z rodakami stało mi się bliższe i ciekawsze. Bo tutaj tez biją polskie serca... 

TEKST ZBIGNIEW ROLSKI

FOTO BOGDAN WASILEWSKI

Dzięki uprzejmości pana Jakuba Tepera z Paryża

 

Counter